środa, 30 października 2013

Rozdział trzeci

-Mamo, mamoo!-wrzeszczała Ula na cały dom. Nie byłoby w tym nic denerwującego, bo Monika zdąrzyła przyzwyczaić się już do całodobowych pisków i wrzasków siostry. Ale gdy ona śpi??
-Zamknij się wkońcu! Ile można wrzeszczeć?? Poza tym mamy przecież nie ma w domu. To możesz ją wołać i wołać. Powodzonka- i trzasnęła drzwiami.
Położyła się znowu, ale była zbyt naiwna. Niedość, że Ula wcale nie przestała krzyczeć, to jeszcze włączyła muzykę na cały regulator.  -No przecież ja ją chyba zaraz zamorduję-wycedziła przez zęby.
Z hukiem wpadła do pokoju siostry.
-Do jasnej cholery! Wyłącz wkońcu to cholerstwo!!-wrzasnęła,  przekrzykując muzykę.
Ula tylko miło się uśmiechnęła i zatrzymała odtwarzanie.
-Coś się stało?-spytała słodko.
-Jak tobie się coś zaraz stanie, too...-wysyczała i rzuciła się na siostrę.
Oczywiście, to były tylko żarty. Monika kochała Ulę mimo, że ta na każdym kroku doprowadzała ją do białej gorączki.
-Już jestem!!-usłyszały głos mamy z dołu.
Jak to mają w zwyczaju, od razu zbiegły po schodach, nawzajem zastępując sobie drogę. Jak zwykle, wygrała Monika.
- Co mi kupiłaś?-spytała bez owijania w bawełnę Ula.
-Nic.
Ula zrobiła taką minę, że zarówno Monika, jak i jej mama aż zwijały się ze śmiechu.
-No dobrze-poddała się mama. Monika ciągle nie rozumiała, czemu ona nie chce trochę zażartować sobie z Uli. Z drugiej strony jednak wcale jej się nie dziwiła. Jak każda matka, tak ona kocha swoją córeczkę (albo dwie) i nie chce, żeby dziecko płakało.
-Mamo mamo! A Ula dzisiaj nie dała mi spać-Monika próbowała naśladować głos siostry. Najlepiej wychodzi jej to, gdy ma chore gardło. A że dzisiaj nie miała, więc wyszło jej to średnio.
-Cicho bądź!-pisknęła obrażona Ula.-Raz dwa trzy foch-to jedno z ulubionych powierzone Uli. Monice tak się ono spodobało, że teraz często go używa, najczęściej w towarzystwie Uli, ale wśród znajomych również.
Potem dorwały się do siatki z zakupami. I kolejnym ich zwyczajem było łapać wszystko co dało się zjeść i gazety, a resztę zostawić. Tyle że nie w siatce, tylko w kuchni.. Na podłodze.

Przepraszam, znowu krótko, wiem, ale niestety ostatnio coś mi komputer i blogger nawalają. Proszę o wyrozumiałość :)
                                             Pozdrawiam :)

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział drugi

 Wróciła do domu padnięta. Nie pamiętała, kiedy była aż tak zmęczona. Nic jej się nie chciało. No, może jedynie, żeby położyć się do cieplutkiego łóżka, okręcić się kocem i zasnąć, śniąc o czymś miłym.
 Jednak, jak zwykle zresztą, jej "chcenia" skończył się tylko na pięknych marzeniach.
-Monikaa!!-usłyszała wrzask swojej siedmioletniej siostry, Uli, która zaraz wpadła do jej pokoju. Wdrapała się na nią (i to dosłownie) i zaczęła jej dokuczać.
-Czego chcesz?-burknęła Monika, niezadowolona, że ktoś jej przerwał plany, i usiadła na fotelu.
-Bo taki jeden chłopak..
-Nie zaczyna się zdania od "bo"-przerwała siostrze.
-To taki jeden chłopak dzisiaj powiedział do takiego innego chłopaka, żeby oddał mu ołówek, ale ten mu nie chciał oddać, bo go niby nie wziął!-ogłosiła nowinę.
-Super-mruknęła.- Coś jeszcze? Bo jestem strasznie zmęczona i chce mi się spać.
-A to śpij. Mama kazała ci powiedzieć, że dzwonił jakiś Kam i prosił, żebyś się z nim.. Ee.. No.. Ten.. Jakoś tam skontaktowała. Numer jest na stoliku obok telefonu.
 Uli chodziło o pilne skontaktowanie.
 Monika nie miała pojęcia, kto to mógł być. Nie znała żadnego Kamila. Jej ciekawość wzrosła, więc postanowiła od razu iść, i oddzwonić.
-Halo?-po kilku sygnałach w słuchawce odezwał się męski głos.
-Witam. Tutaj Monika Polana. Dzwonił pan do mnie, niestety, mnie nie było wtedy w domu. Moja mama przekazała mi, że prosił pan o pilny kontakt.
-A witam! Tak,prosiłem o pilny kontakt, gdyż mam do pani bardzo pilną sprawę. Mianowicie chodzi o to, że podobno ma pani jakieś magiczne moce.
 Monikę zamurowało. Jakie moce? Jakie magiczne? WTF?
-Niestety, ale nie mam pojęcia, o czym pan mówi. Chyba pan pomylił numery.
-Nie ma  mowy o pomyłce. Najwyraźniej nie wie pani o swoich mocach.
-O czym niby? Dobra, panie, niech pan wytrzeźwieje, bo ja nawet tutaj wyczuwam alkohol. Pozdrawiam- i rzuciła słuchawką.
 A za rogiem stała Ula.


Moi drodzy! Przepraszam, że kolejny raz tak krótko, ale niestety, ostatnio blogger coś mi nawala. Prowadzę jeszcze dwa inne ( a właściwie to jeden inny) blog. Także proszę o wyrozumiałość :)

niedziela, 27 października 2013

Rozdział pierwszy

  Monika była bardzo pogodną dziewczyną. Zawsze uśmiechnięta, kulturalna. Nawet za czasów, gdy była pośmiewiskiem szkoły, umiała zachować spokój i opanowanie i przysłowiowy "banan" nie schodził z Jej ust.
  Jednak wszystko się zmieniło, kiedy do jej klasy przyszła nowa dziewczyna, Pola. Pola od razu wzbudzała strach u nauczycieli. Ubierała się na czarno, mocny makijaż, oczy mocno podkreślone oczywiście czarną kredką, o poszarpanym, podziurawionym stroju, rzecz jasna czarnym, już nie wspominając. Podobnie jak Monika, była wyrzutkiem wśród ich znajomych. Monika na początku bała się do niej zagadać, jednak pewnego dnia się przełamała.
-Hej- powitała koleżankę.-Widzę, że jeszcze sie z nikim nie zaznajomiłaś.
-Możesz się cieszyć, masz dobry wzrok-odburknęła niemile.
 Dla Moniki nie była to nowość. Ciągle była pomiatana. Jednak była też uparta, dlatego też nie zrezygnowała zaraz na starcie, na co nadzieję miała zapewne Pola.
-Nie jestem taka jak oni-wskazała na kolegów palących papierosy w kącie, żeby ich nie zauważył nauczyciel.- Szanuję, że masz inne poglądy.
 Pola uśmiechnęła się lekko.
-Od samego początku wiedziałam, że jesteś inna niż ta banda nieudaczników. Ale zrozum, że nie mogłam ci od razu zaufać, bo to nie jest w moim stylu.
-Jasne-odparła Monika.-Sama na twoim miejscu bym się zachowała podobnie.
 Pola po raz kolejny się uśmiechnęła. Monika zauważyła, że ma ładny uśmiech.
 W tej chwili zadzwonił dzwonek.
-Może wyskoczymy po szkole na pizzę, albo na lody?-zaproponowała Monika.
-Nie, dzisiaj nie mogę-odparła Pola.
-A jutro?-drążyła dalej temat.
-Zobaczę. Muszę spadać. Narka-i odeszła.
 Monika jeszcze chwilę postała na korytarzu. Potem pędem rzuciła się do klasy, w której miała matematykę.
 Wpadła cała zziajana i czerwona. Ledwo mogla złapać oddech.
-Przepraszam za spóźnienie, była, w ubikacji-wydyszała.
-Dobrze, siadaj-odrzekła jej matematyczka spokojnym głosem, jednak było widać, że się trochę zdenerwowała.- Następnym razem zrób to wcześniej, żebyśmy nie musieli na ciebie czekać. Twoim koledzy, w przeciwieństwie do ciebie, chcą się czegoś nauczyć-burknęła.
 Taa, jasne..pomyślała Monika. Oni i nauka. To się wzajemnie wyklucza. Nie chciała jednak się kłócić z nauczycielką, dlatego też siedziała cicho. Była to jej ostatnia lekcja, a ona nie miała ochoty na zostanie dłużej w szkole.




Na razie tyle:) Już mam dalszy ciąg, jednak nie mam teraz czasu na jego napisanie. Kolejny rozdział już wkrótce :)


 

Witam!

Na tym blogu będę umieszczać moje opowiadanie, które będzie się ciągło, i ciągło, ale bez przesady. Mam nadzieję, że Wam się spodoba :) To mój pierwszy blog na którym będzie opowiadanie, także mam nadzieję, iż Wam się spodoba :)
                                                                                                                                                      Paulina:)